Papryka, papryka wszędzie.
I to naprawdę nie jest turystyczny chwyt marketingowy, Węgrzy rzeczywiście dodają paprykę, czy to w formie warzywa, czy po prostu przyprawy, do wielu potraw. Jednak kuchnia węgierska to coś więcej niż tylko ‘papryka i gulasz’ i moim zdaniem jest trochę niedoceniana.
W tym poście opiszę Wam, co warto zjeść, będąc na Węgrzech. Nie zabraknie tych najbardziej oczywistych dań, jednak chciałabym też wyjść poza turystyczne klasyki gulasz-langosz-kurtosz.
Tego posta piszę zaraz po zjedzeniu leczo przygotowanego przez moją węgierską teściową (termin trochę naciągany) a całość konsultowana jest z lokalnymi ekspertami.
Parę słów o kuchni węgierskiej
Kto jadł langosza ten wie, że nie jest to najbardziej dietetyczne danie.
I ogólnie rzecz biorąc, kuchnia węgierska nie należy do tych najlżejszych. Znajdziecie w niej dużo śmietany, kiełbas, mięsa. Wegetarianie nie mają tu raczej łatwego życia, choć oczywiście, obecnie da się znaleźć wiele dań bez mięsa, zwłaszcza w Budapeszcie.
Dla Polaków przynajmniej częściowo, dania węgierskie będą dość znajome; są tu kotlety, panierka, śmietana, kapusta, ziemniaki czy kluseczki. Są też oczywiście różnice, na które przede wszystkim warto zwrócić uwagę.
Historia papryki
Historia papryki H3
Jedną z tych różnic jest właśnie podejście do papryki. My oczywiście jemy, używamy, dodajemy jako przyprawę. Jednak dla nas to raczej warzywo jak każde, dla Węgrów swego rodzaju świętość.
Historia papryki na Węgrzech zaczyna się w XVI wieku, kiedy to została przywieziona przez Turków. Początkowo jednak stanowiła raczej dekoracje w ogrodach niż składnik do leczo. Podstawą kuchni stała się w XIX wieku podczas wojen napoleońskich. Ze względu na blokadę, na Węgry nie docierał pieprz, więc paprykę zaczęto stosować jako zamiennik. Co szybko rozwinęło jej karierę jako najważniejszego składnika w wielu przepisach.
W tamtym czasie zaczęto też przypisywać papryce właściwości rozgrzewające i odżywcze. Co w 1933 roku potwierdził Albert Szent-Györgyi, wyodrębniając z papryki kwas askorbinowy, czyli witaminę C, za co w 1937 roku dostał Nagrodę Nobla.
Najbardziej znane regiony, w których produkuje się paprykę to okolice Szegedu oraz Kalocsa. W Kalocsy byłam nawet w małym Muzeum Papryki.
Sprawdźmy w takim razie, co warto zjeść z papryki i nie tylko, odwiedzając Madziarów.
Kuchnia węgierska: Co polecam najbardziej
Wiadomo jak to jest ze smakiem, niekoniecznie musimy się zgadzać. Chciałabym Wam jednak polecić kilka moich ulubionych dań. Zjecie je w każdej restauracji z węgierskimi jedzeniem.
W Budapeszcie polecam restaurację Pipa Etterem, zaraz obok hali targowej. Ostatnio tam jedliśmy, było naprawdę smacznie i sensownie cenowo.
W tym artykule opisałam też więcej wskazówek praktycznych.
Kurczak w sosie paprykowym
Jedno z moich ulubionych dań, z jednej strony może nic nadzwyczajnego, ale to taki węgierski ‘comfort food’. Po węgiersku Csirke paprikás, w menu angielskim szukajcie pod Chicken paprikash. To kawałki pieczonego kurczaka w bardzo kremowym sosie paprykowym (na bazie papryki, śmietany, cebuli, czasem pomidorów). Podawany jest z kluseczkami z jajka, czyli z nokedli (nazywanymi też często galuska).
Zresztą te kluseczki – galuszki – będą też przewijać się jako w wielu potrawach. Nie mylcie ich ze słowackimi haluszkami, bo mimo że nazwa ma podobne pochodzenie, te słowackie robione są z ziemniaków.
Naleśniki Hortobágy
Naleśniki nadziewane mielonym mięsem (gulaszowym cielęcym, wołowym albo kurczakiem), obficie polane kremowym sosem paprykowym, bardzo podobnym do tego z poprzedniego dania.
W karcie czasami dostępne są jako danie główne, a czasami jako przystawka – ja wtedy pytam, jak są duże i zamawiam więcej, żeby wyszło danie główne.
Leczo
Leczo (węgierskie lecso) znamy wszyscy, choć mam wrażenie, że to, które gotujemy w Polsce, trochę różni się od oryginalnego. To węgierskie jest trochę bardziej… paprykowe (kto by się spodziewał;). Leczo to głównie papryka, cebula, i trochę pomidorów. To, co zmienia smak jest też dodawana kiełbasa.
Z jakiegoś powodu węgierskie kiełbasy są inne niż nasze polskie i mogą być świetnym pomysłem na prezent z Węgier. Po małym śledztwie myślę, że chodzi tu głównie o przyprawy – te węgierskie są mocniej przyprawione czosnkiem, kminkiem i oczywiście, ostrą papryką (co widać też po ich kolorze).
Choć leczo może być też dobrym daniem wegetariańskim, bo w niektórych restauracjach znajdziecie jego bezmięsną wersję.
Leczo je się często z kluseczkami/makaronem tarhonya, chlebem lub ryżem. Są również wersje leczo z cukinią albo z jajkami (świeżo wbitymi).



Klasyki, które warto zjeść, będąc na Węgrzech
Spójrzmy na te najbardziej znane potrawy, których szuka prawdopodobnie każdy turysta.
To trzeba zjeść w Budapeszcie: Langosz
Lubię, nawet bardzo, choć tłuste to wyjątkowo. Mimo wszystko, raz nie zawsze i naprawdę warto spróbować. Langosz to hit jarmarków bożonarodzeniowych, nawet tych w Polsce.
Dokładnie langosz to smażony na głębokim oleju placek drożdżowy (mąka pszenna, drożdże, trochę mleka), do którego często dodaje się również trochę ziemniaków.
Warto go jeść na gorąco, od razu po smażeniu. Na wierzch nakłada się różne dodatki i jest na to dużo pomysłów, w zależności od miejsca. Są takie z boczkiem, kiełbasą, warzywami, a nawet takie z gulaszem czy paprykowym kurczakiem, można też zjeść langosze na słodko. Ja zazwyczaj jem klasycznego, ostatnio skusiłam się na langosza z serem kozim i grillowaną papryką (i bardzo mi smakowało).
Najbardziej tradycyjną wersją jest langosz z czosnkiem, śmietaną i żółtym serem.
Langosze zjecie w wielu miejscach, często w małych budkach, a nie restauracjach. Czytając o tym, co trzeba zrobić w Budapeszcie, na pewno przeczytacie o restauracji Retro Langosz. Langosz tam jest rzeczywiście bardzo dobry, ma wiele wariacji, a co ważne można też tam zjeść langosza w wersji wegańskiej, bezlaktozowej lub bezglutenowej. Natomiast jeśli nie macie takich dietetycznych potrzeb, to naprawdę można spróbować langosza w wielu innych miejscach i ominąć te kolejki.
Możecie np. spróbować w budce Ligeti Langos w parku Varosliget czy na Karavan Street Food (koło Szimpla Kert) w Langos burger.
Gulasz
Gulasz (po węgiersku gulyas) to rozgrzewająca gęsta zupa z wołowiną, warzywami, z dużą ilością papryki. Często podawana w małym kociołku/wiszącej misce. Jest na tyle sycąca, że może stanowić danie główne.
Gulasz zjecie właściwie w każdej restauracji z kuchnią lokalną.
Węgrzy mają też inne potrawy jednogarnkowe z mięsem, które my często nazywamy ‘gulaszem’. U nich samo słowo gulyas to tylko ‘ten’ gulasz, a reszta ma swoje dodatkowe nazwy, np: csirkegulyas – à la gulasz z kurczaka i papryki czy pörkölt, czyli taki gulasz, który nie jest zupą.
Kurtosz, czyli kołacz
Kolejny punkt obowiązkowy wycieczek na Węgry, ale też jarmarków bożonarodzeniowych w całej Europie. Znane również z wyjazdów do Czech jako trdelnik – do dzisiaj nie do końca rozstrzygnięte jest, skąd tak naprawdę pochodzi ten rodzaj ciasta (prawdopodobnie z Siedmiogrodu).
Po węgiersku kürtőskalács, po polsku kurtosz kołacz, choć często traktujemy te słowa wymiennie. Często znajdziecie też jako angielskie chimney cake, czyli ‘ciasto kominowe’ ze względu na walcowaty kształt.
To ciasto drożdżowe, owijane na wałek i pieczone w specjalnym piecu. Podczas pieczenia smaruje je się masłem i posypuje dodatkami: cukrem, cynamonem, kakao czy wiórkami kokosowymi. To sprawia, że skórka na zewnątrz jest chrupiąca, karmelizowana, a wewnątrz ciasto puszyste.
Często możecie też zamówić ciastko z dodatkiem czekolady czy polewy, dodawanych od środka. Zdarza się też, że kurtosz traktowany jest też jako baza do innych deserów, np. jako ‘wafelek’ do lodów. Wygląda to ładnie i jest bardzo instagramowe, stąd pewnie tyle pomysłów na modyfikacje. Nawet spróbowałam takich lodów, ale szczerze, nie przekonało mnie to, mam wrażenie, że to ciasto na zimno robi się gumowate.
Dlatego polecam najbardziej zjeść po prostu klasycznego, gorącego kurtosza kołacza np. z cynamonem, jeszcze parującego, od razu po upieczeniu.



Inne potrawy kuchni węgierskiej
To były największe klasyki, ale przecież potraw jest dużo więcej. Jeśli starczy Wam czasu i miejsca w brzuchu pomyślcie też o:
- Zupie rybnej z papryką – zupa z ryb słodkowodnych np. karpia z dużym dodatkiem papryki. Ja akurat nie jestem wielką fanką tego dania, ale to już osobiste preferencje. Węgrzy jedzą tę zupę np. na Wigilię, ale można ją zjeść też na co dzień, np. w restauracjach gdzieś na trasie.
- Wszelkich potrawach jednogarnkowych ala gulasz, bardzo często z papryką:)
- Panierowanym serze czy panierowanych warzywach np. pieczarkach. Tak trochę przypomina to czeskie klimaty.
- Zupie czereśniowej – myślę, że znanej części z nas, gęsta słodka zupa owocowa
- Tökfőzelék – wrzucam węgierską nazwę, bo jest to danie raczej nieprzetłumaczalne, coś pomiędzy gęstą zupą a potrawką, robiona najczęściej z cukinii/kabaczka, ewentualnie zielonego groszku. Rozgotowane przetarte warzywa z dodatkiem mąki, mleka, śmietany. Danie typowo dla dzieciaków, podawane często w przedszkolach czy szkołach. Może opis nie brzmi najlepiej, ale dla mnie było to zaskakująco dobre. Nie widziałam za bardzo w knajpkach w Budapeszcie, myślę, że bardziej może być dostępne gdzieś lokalnie.
- Kapuście nadziewanej mięsem, w menu angielskim jako stuffed cabbage. Po węgiersku töltött káposzta (słówko zapożyczone z języków słowiańskich). Daleki kuzyn gołąbków.
- Nadziewanej papryce – nadziewana papryka mięsem i ryżem w sosie pomidorowym. Danie, które zjecie też w Chorwacji, zwłaszcza na północy.
- Innych dość zwyczajnych daniach: makaron z twarogiem i boczkiem, kluseczki galuszki z jajkiem, śmietaną i serem, lub zapiekanka ziemniaczana z kiełbasą i papryką – bardzo szybkie i proste, czasami dostępne w bistrach w ‘menu lunchowym’
Chyba wystarczy jedzenia na całe wakacje, tym bardziej że musimy jeszcze przejść do deserów;)



Węgierskie desery, czyli co słodkiego warto zjeść, będąc na Węgrzech
Oprócz kurtosza, o którym mogliście przeczytać wyżej.
- Dobos torta – biszkopty przełożone kremem maślono-czekoladowym, z chrupkim karmelem na górze. Spodziewajcie się dużo słodyczy:) Ciasto stworzył cukiernik József C. Dobos w 1884 roku w Budapeszcie.
- Inne ‘eleganckie ciasta’, które powstały w XIX wieku na cześć członków monarchii czy dyplomatów: Eszterházy torta (bezowo-orzechowe warstwy z migdałami i nutką wanilii) czy Zserbo (Gerbeaud slice) z nadzieniem orzechowo-morelowym. Zjecie je w eleganckich tradycyjnych cukierniach (np. Gerbeaud w Budapeszcie), o których pisałam, opisując Budapeszt jesienią i zimą.
- Rákóczi Túrós – coś jak sernik na kruchym maślanym spodzie, dodatkowo przełożony morelowym dżemem
- Aranyi galuszka: deser ‘złote kluski’ czyli kulki ciasta drożdżowego obtoczone w maśle, cukrze i orzechach włoskich, zapiekane i polane sosem waniliowym
- Somlói Galuska: kilka warstw różnych typów biszkoptów z kremem waniliowym, sosem czekoladowym i bakaliami. Choć to jeden z tych bardziej wykwintnych deserów, ostatnio widziałam też supermarketową wersję
- Túrógombóc: słodkie kluski, a może bardziej knedle z twarogu
- Strudel: bardzo cienkie ciasto owijane wokół nadzienia: twarogu, jabłek lub wiśni. Wrzucam go na końcu, ale to jeden z tych bardzo popularnych, łatwych i koniecznych do spróbowania. Na tyle istotny deser, że w sklepach np. w Lidlu można kupić specjalne ‘ciasto do strudla’. Strudle zjecie też, odwiedzając Austrię czy Chorwację – znowu, przede wszystkim północną (co oczywiście ma sens historycznie).
I jeszcze jeden mały deser, który kupicie w sklepach. Jest to bardzo znany batonik Túró Rudi, czyli masa twarogowa oblana czekoladą. Obecnie można kupić wiele wariantów, z dodatkiem truskawkowym, pistacjowym itd., choć szczerze najbardziej polecam klasyczny. Szukajcie w lodówkach.



Co warto zjeść w Budapeszcie: Do popicia
Węgrzy piją dużo kawy, mają też dużo cukierni, co nie dziwi, patrząc, chociażby na ilość wymienionych słodyczy.
Latem wszędzie kupicie też lemoniady, które mam wrażenie, piją wszyscy. Często robione są z syropu, no ale jest to coś, co ratuje podczas zwiedzania w upały.
Ten post i wymienianie dań mogłabym jeszcze kontynuować. To tak jak z polską kuchnią, im głębiej w nią wejdziesz, tym więcej mamy do zaprezentowania. Myślę jednak, że macie tu podaną naprawdę pokaźną listę dań do spróbowania podczas pobytu w Budapeszcie czy w ogóle na Węgrzech.
A nawet nie zaczęłam tematu wina (Tokaja i nie tylko), czy innych alkoholi jak np. likieru Unicum. Więcej o nich przeczytacie niedługo w poście o souvenirach, które warto przywieźć z Węgier.
Jednak jeśli lubicie wino, pamiętajcie, że na Węgrzech naprawdę będziecie mieć go dużo do spróbowania do kolacji. Bo Węgry to kraj z tradycjami winiarskimi. I jeśli zjeżdżamy z autostrady i jedziemy lokalnymi drogami, bardzo często przejeżdżamy wokół pól pełnych winorośli, i to nie tylko w okolicy Tokaju, czyli najbardziej znanego regionu winiarskiego.
Sprawdźcie kartę win w restauracjach koniecznie:)
Oraz inne posty dotyczące Węgier i wyjazdów do Budapesztu, tutaj.